sobota, 2 marca 2013

Galeria MM



Wczoraj nastąpiło oficjalnie otwarcie nowej galerii handlowej w centrum miasta – Galerii MM. Budynek mieści się na rogu ul. Św. Marcin i Al. Marcinkowskiego.


Na zewnątrz budynek wygląda dość oryginalnie. Zbudowany jest ze szkła i naturalnego kamienia. Powierzchowność budynku nie przypadła mi do gustu. Wygląda on bardzo masywnie, a owe kamienne elementy pogarszają cały wizerunek. Dodatkowo negatywne odczucie potęguje fakt, że nowa galeria znajduje się w otoczeniu starych, ozdobnych  kamienic, kościoła z czerwonej cegły oraz, między innymi, Hotelu Rzymskiego, którego elewacja jest bardzo klasyczna. Zdaję sobie sprawę, że architektura centrów handlowych rządzi się swoimi prawami i w tym przypadku postawiono na nowoczesność. Dla mnie bryła tej budowli po prostu „gryzie się” z sąsiadującymi budynkami. Ale to tylko moje odczucie ;)
Do galerii udało mi się dotrzeć w dzień otwarcia z samego rana, jeszcze przed oficjalnym przecięciem wstęgi ;) Ludzi było sporo, jednak nie na tyle, aby nie móc się spokojnie rozejrzeć i przypatrzeć detalom wnętrza. Podobało mi się ono o wiele bardziej niż elewacja. Wygląda dosyć surowo, gdyż dużo jest w nim szarości. Konstrukcja sprawia wrażenie, że w środku jest całkiem przestronnie. Mocnym akcentem są czerwone ściany wokół schodów ruchomych. 




Osobom o słabych nerwach, mających lęk wysokości lub przestrzeni nie polecam podchodzenia do barierek  w Galerii MM. „Barierka” to dość szumne określenie, gdyż na poszczególnych piętrach wokół tzw. tarasu za barierkę służy szyba, niezbyt wysoka, niewzmocniona stalowymi bądź drewnianymi elementami. Oczywiście nie chcę krytykować tego rozwiązania w kategorii bezpieczeństwa, bo nie znam szczegółów takiego typu zastosowań. Na pewno spełniają określone wymogi, inaczej nie byłyby dopuszczone do użycia. Natomiast wizualnie taka „balustrada” może odstraszać tych nieco bardziej lękliwych. 



Na dachu budynku znajduje się taras, z którego widok jest imponujący – można podziwiać starą cześć miasta. Jest on również ogrodzony czystymi szybami, co może stanowić problem dla osób bojących się wysokości.



Dosyć już tej architektury, przejdźmy do meritum – sklepy! Zanim wybrałam się do Galerii MM, przeczytałam na jednym z portali, że sklepy, które znajdują się w galerii, są przystępne cenowo. Szczerze mówiąc nie wchodziłam do wielu z nich (byłam może w trzech), ale rzeczywiście należy przyznać, że ceny są atrakcyjne i na pewno niższe, niż w większości butików w leżącym niedaleko Starym Browarze. Ale o ile w Starym Browarze są marki, które znałam już wcześniej, tak w Galerii MM większość sklepów to dla mnie zagadka, gdyż pierwszy raz je widzę.


Na ostatnim piętrze, tradycyjnie, znajduje się food court. Co prawda nie wszystkie restauracje były otwarte, ale myślę, że jest w czym wybierać.

 
Ostatnią rzeczą o której chciałam wspomnieć w kontekście Galerii MM, to kawiarnia Starbucks. Poza tym, że przeżywała prawdziwe oblężenie (w porównaniu z pustkami w niektórych sklepach lub innych kawiarniach), uważam, że jest najlepiej umiejscowiona w tym budynku. Wejście do Starbucks znajduje się od strony Al. Marcinkowskiego. Ściany kawiarni są w dużej części oszklone, co pozwala na oglądanie „życia w centrum miasta” jednocześnie popijając kawę. Słyszałam jednak głosy krytyki na temat lokalizacji tej kawiarni, mianowicie znajduje się ona dosyć blisko przystanku na Al. Marcinkowskiego, przez co może być trochę głośno lub zbyt dużo ludzi. Ciężko mi się odnieść do tego stwierdzenia, gdyż nie wchodziłam wczoraj do Starbucksa. Sprawdzę to następnym razem ;) 



 
 

czwartek, 28 lutego 2013

Propozycje MTP dla wybrednych

Wreszcie! I ja doczekałam się propozycji MTP, z której chętnie skorzystam. Chciałabym nawet napisać, że wybiorę się na aż dwa eventy, lecz niestety, na jeden z nich nie udało mi się kupić biletów. Cóż, prawa rynku (dżungli ;)) - kto pierwszy ten lepszy. O jakie propozycje chodzi? Proszę bardzo, oto one:

KONCERT ZESPOŁU SABATON, 5 marca 2013 r., hala nr 2

Sabaton! Super!!! Dla niewtajemniczonych (czyli niestety, większości moich znajomych :P ) - szwedzki zespół heavy metalowy (Wikipedia sugeruje tu również gatunek power metalu), którego utwory oscylują głównie wokół tematu wojny. Grupa wielokrotnie zaliczała swoje występy w naszym pięknym, nadwiślańskim kraju, a nawet skomponowała piosenkę o powstaniu warszawskim z 1944 roku:


Przyznam szczerze, że jestem pod wrażeniem wykonania okrzyku "Warszawo walcz!" przez szwedzkiego wokalistę ;) Nie jest to jednak jedyna piosenka przedstawiająca waleczną historię Polski. Zainteresowanych odsyłam do utworu "40:1".

Jak już wspomniałam, tego koncertu niestety nie zaszczycę swą osobą (choć dla zespołu i reszty imprezujących strata raczej nie będzie niepowetowana ;) ).

Natomiast na pewno w tym roku (jako, iż w czasie zeszłorocznej edycji tego wydarzenia choroba przykuła mnie do łóżka) nie opuszczę kwietniowego Motor Show!

MOTOR SHOW, (4) 5-7 kwietnia 2013 r.

Nigdy sobie nie wybaczę nieobecności na pokazach Mustangów w zeszłym roku. Dlatego już teraz zapowiedziałam, że choćbym miała stanąć na rzęsach, nie zabraknie mnie tam. Tym bardziej, iż główną atrakcją tegorocznej edycji ma być, uznany przez magazyn Top Gear najlepszym samochodem roku 2012, Ferrari F12 BERLINETTA :)



Bilety można kupić m. in. internetowo do 25 marca 2013 do godz. 23:59. Więcej informacji: http://www.motorshow.pl/

See you there!

sobota, 12 stycznia 2013

Średniowieczna Barcelona



Chufo Llorens "WŁADCA BARCELONY"

Na ogół nie czytuję książek historycznych, szczególnie jeśli ich akcja rozgrywa się w średniowieczu. Może to kompleks po "Krzyżakach", których przeczytałam w gimnazjum jako pozycję z kanonu lektur (choć pod koniec muszę przyznać, nawet mnie wciągnęło). Jednak gdy któregoś dnia spojrzałam na półkę K., od razu rzuciło mi się w oczy grube tomiszcze i wtedy właśnie stwierdziłam, że muszę je przeczytać :)

Powieść rozgrywa się w 1052 r. w mieście, na które wyraźnie naprowadza tytuł: Barcelonie. Akcja tak naprawdę rozgrywa się dwutorowo, a wątki bohaterów dość późno się ze sobą splatają. Główną postacią jest młody Marti Barbany, ubogi dziewiętnastolatek przybywający samotnie do bram miasta. Nie może stać się pełnoprawnym obywatelem, choć bardzo tego pragnie. Dodatkowo zakochuje się w pasierbicy doradcy hrabiego Barcelony, lecz nie może jej poślubić ze względu na swój status społeczny. Wyrusza więc w długą podróż licząc, iż uda mu się posiąść bogactwo, które między innymi pozwoli wkupić się w łaski władcy, a to stanie się przepustką do upragnionego małżeństwa.

Drugą bohaterką jest ukochana hrabiego Barcelony, wcześniej poślubiona innemu mężczyźnie, co wprowadza konflikt nie tylko między dwoma mężczyznami, ale także między hrabią i jego matką. Jak się okazuje, Almodis - ukochana hrabigo - wykazuje się niezwykłym rozsądkiem oraz znajomością praw polityki i ekonomii. 

Trudno streścić ponad 700 stron książki w jednym poście, dlatego ten krótki opis fabuły musi wystarczyć. Jakie są moje odczucia co do lektury? Przyznam szczerze, po przeczytaniu pierwszej sceny gwałtu i rozboju w biały dzień zastanawiałam się, czy nie zakończyć lektury po tych kilkudziesięciu stronach. Obawiałam się, iż będzie to powieść o mrokach średniowiecza, w której nie ma reguł moralnych, a uczciwych ludzi zabija z potworną brutalnością z byle powodu. Całe szczęście sytuacja niejako zmusiła mnie do dalszego wgłębiania się w tę historię. Chufo Llorens pisze bowiem niezwykle ciekawie, a nieszczęsna scena nie świadczyła o reszcie książki.

Autor miał naprawdę dobry, wielowątkowy pomysł, a także talent do jego przedstawienia. Książkę przeczytałam w trzy popołudnia, gdy już raz danego dnia po nią sięgałam, nie mogłam się oderwać dopóki moi współtowarzysze podróży (jako, iż czytałam ją będąc na wakacjach) nie zarządzili gaszenia świateł. Historia Martiego ma jednak swój ciąg dalszy, powstała bowiem druga część "Władcy Barcelony". I jestem pewna, że jak tylko znajdę wolny czas, z chęcią po nią sięgnę ;)